Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Dyskusja na dowolne tematy

Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez gabiniak » 02 mar 2015, 20:17

Dziś podczas chwilowego spotkania z moim wieloletnim kolegą z okolic Konstantynowa poruszyliśmy temat RCN oraz kilka kwestii. Niby na chwile a godzina "strzeliła jak z bicza" :D :D :D Opowiadał o jednym bardzo "sumiennym" strażniku z jakiegoś okresu działania stacji. Był to człowiek który co służba wiązał chustę na czole i obiegał dookoła teren RCN wzdłuż ogrodzenia... To ciekawe a zarazem daje wiele do myślenia. Druga sprawa to tegoż kolegi tata był również pracownikiem terenu RCN lecz jak wynikało z rozmowy nie pracował długo. Chyba był kimś "od konserwacji terenów zielonych". Ojciec jego opowiadał jak opowiadali konserwatorzy lin odciągowych (które smarowali towotem ) że nigdy nie robili tego "na trzezwo". Na tej wysokości na trzezwo trudno było. Tylko na przysłowiowym "cyku"... Towot (smar) przesyłany był im we wiaderkach przywiązanych do lin parcianych poprzez tzw. "lino-bloczek". Trzecia ciekawa sprawa to również przekazy słowne od konserwatorów masztu którzy wjeżdzali na maszt. Otóż tam w wysokich partiach masztu na linach odciągowych (chyba w okresie zimowym) tworzyły się gigantyczne sople lodowe porównywalne ze slupami energetycznymi stojącymi przy drodze... Aż ciarki przechodzą :shock: :shock: :shock: W końcu ostatnia sprawa poruszona dziś tj. 02.03.2015 to wizyta (nie wiem w jakich latach) jakiegoś redaktora oraz pewnej dzinnikarki na terenie stacji Konstantynów. W obecności osób upoważnionych wjechali pod sam szczyt masztu. Jak pani redaktor spojrzała w dół doznała poważnego szoku. Podobno złapała się kurczowo któregoś elementu zaczęła sinieć ze strachu... Ledwo udało się ją ściągnąć z powrotem do windy i zjechać na dół. To tyle na dziś.... Pozdr.
gabiniak
 
Posty: 15
Dołączył(a): 17 lut 2013, 21:54
Lokalizacja: QTH Gąbin

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Tadekmaj » 04 mar 2015, 20:43

Osoba odpowiedzialna w RCN za obsługę windy Alimak w jednej z rozmów na pytanie, odpowiedziała, że nie przypomina sobie, aby na maszt, wjeżdżały jakiekolwiek osoby z zewnątrz a tym bardziej kobiety. Podobno na szczycie masztu nie był sam projektant masztu lub ktoś z jego otoczenia bo wytrzymał tylko do wysokości 400m. Dlatego między bajki można włożyć takie sensacje, że na maszt wjechała para, po to tylko aby się na nim kochać. Zresztą, podejrzewam że w RCN. istniała procedura, odnośnie wjazdu ludzi na maszt.
Tadekmaj
Ekspert
 
Posty: 481
Dołączył(a): 13 mar 2010, 23:39
Lokalizacja: Warszawa

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez gabiniak » 05 mar 2015, 19:47

Zgadza się Tadekmaj . To jakaś bajka lecz co ciekawe dwie różne osoby to mi opowiadały lecz pozostawmy ten wątek i uznajmy jako nie były. Mam wrażenie że troszkę ośmieszyłem się tym gdyż mogłem w ogóle o tym nie wspominać ale co tam... Stało się :lol: :lol: :lol:
gabiniak
 
Posty: 15
Dołączył(a): 17 lut 2013, 21:54
Lokalizacja: QTH Gąbin

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Łukasz-O » 07 mar 2015, 00:55

Prawdy i mity - ciągle żywe.
1. Sople o gabarytach słupa telegraficznego znamy z relacji TV pana Grzelaka ;);
2. Pijani konserwatorzy lin odciągowych... Jak to w PRL - wszystko możliwe. Szkoda tylko, że informator nie wspomniał o szczegółach, czyli firmach (jeśli można w tych czasach tak nazwać) zewnętrznych.
3. Jedyna kobieta która wjechała razem z operatorem kamery na maszt z powodzeniem udzielała wywiadu na górze. Tak źle z nią nie było ;) Może mowa o czasach montażu i filmie pt. "w górę"?
Łukasz-O
Ekspert
 
Posty: 1635
Dołączył(a): 22 gru 2010, 22:12
Lokalizacja: Warszawa

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Tadekmaj » 07 mar 2015, 08:42

A może to jeszcze nie był szczyt masztu, tylko jakieś 200 - 300 metrów od ziemi. Wiele reportaży było robionych ze śmigłowca i to tak sugestywnie że odnosiło się wrażenie że reporter jest wewnątrz masztu razem z brygadą montażystów. Jeśli nawet były jakieś wycieczki na szczyt gotowego już masztu, to tylko w okresie, gdy maszt jeszcze nie emitował programu bo był we władaniu Mostostalu. Z chwilą podjęcia emisji, na maszt wjeżdżała tylko ekipa związana zawodowo z radiostacją w celu wykonania niezbędnych zabiegów konserwacyjnych i to też według specjalnych procedur, które były ściśle przestrzegane przez kierownictwo obiektu.
Tadekmaj
Ekspert
 
Posty: 481
Dołączył(a): 13 mar 2010, 23:39
Lokalizacja: Warszawa

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Łukasz-O » 07 mar 2015, 10:30

Tadeuszu ale ja akurat zgadzam się z Twoim wcześniejszym postem. To co usłyszał kolega gabiniak od ludzi podzieliłbym tradycyjnie przez dwa ;)

Odnośnie jeszcze tej mdlejącej niby pani, gdyby faktycznie był taki incydent w czasie pracy radiostacji, pan Stanisław na pewno by zapamiętał - takich sytuacji raczej się nie zapomina. Tymczasem ledwo pamięta tylko jedną kobietę - dziennikarkę, która wjechała na maszt wraz z towarzyszącym operatorem kamery. Nie mam pojęcia na jakiej wysokości byli, oto nie zapytałem. Pan Wojciechowski wspominał o takim programie TV pt. "Gdzie diabeł nie może to kobietę pośle..." ale nie był pewny tego tytułu. Był taki cykl programów, gdzie ta kobieta jeździła po różnych obiektach przemysłowych, elektrowniach itp. Niestety nie udało się ustalić jej nazwiska. Jedno jest pewne - niezemdlała na maszcie ;)
Czasami na maszt wjeżdżali również inni operatorzy kamer i dziennikarze - jednak było to rzadkością. Mit o stosunku płciowym na maszcie w czasie konserwacji lin odciągowych przez alpinistów z Krakowa można włożyć miedzy bajki. Nie było wśród nich kobiety, no chyba, że dwaj panowie razem itd... :lol:
Ostatnio edytowano 07 mar 2015, 13:18 przez Łukasz-O, łącznie edytowano 1 raz
Łukasz-O
Ekspert
 
Posty: 1635
Dołączył(a): 22 gru 2010, 22:12
Lokalizacja: Warszawa

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Tadekmaj » 07 mar 2015, 10:58

Pozostaje tylko kwestia, do jakiej wysokości, pozwolono tej pani dziennikarce wjechać , bo na pewno nie na wysokość 646 m. Chyba że to jakaś alpinistka na której znaczna wysokość nie robi większego wrażenia. Bo tam pewnie nie wiele osób było. Brygada montażowa, też by sobie nie pozwoliła na to, aby ktoś im się pałętał pod nogami i patrzył a raczej filmował, na ręce.
Tadekmaj
Ekspert
 
Posty: 481
Dołączył(a): 13 mar 2010, 23:39
Lokalizacja: Warszawa

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Łukasz-O » 07 mar 2015, 12:21

Jeśli już, pewnie dojeżdżali do ostatniego pomostu, gdzie dojeżdżała winda i tam kręcili materiał. Nie sądzę aby pozwalano ludziom postronnym włazić jeszcze po drabinie kilkanaście metrów wyżej. Pewnie garstka ludzi była na szczycie. Wbrew pozorom nawet Grzelak nigdy nie dotarł na górę, z tego co mówił p. Wojciechowski dojechał ledwo do poziomu 120m :mrgreen: Pewnie nagle przypomniał sobie o pilnej sprawie do załatwienia na dole w swoim zacisznym bezpiecznym pokoju ;)
Ponadto wagonik mieścił góra trzy osoby, więc pan Stanisław był w tym momencie tylko jedną osobą nadzorującą, chyba, że jeździł góra dół aby zabrać dodatkowe osoby z przeszkolonego personelu a potem dziennikarzy i fotoreporterów. Taka jazda w dwie strony to ponad godzina czasu, dwa pełne kursy dwie... Razem ze zjazdami cztery godziny, plus jeszcze czas na sam reportaż :shock: Jeszcze tankować trzeba było...

Nie zdziwiłbym się, gdyby wozili ich tylko do 120m na pomost. Kamerę można tak ustawić, że widz ma wrażenie bycia na 646m - nikt poza tymi ludźmi na maszcie, nie miał możliwości zweryfikowania tego. Każdy z nich twierdził też, że był na czubku aby popisać się przed innymi ;)
Łukasz-O
Ekspert
 
Posty: 1635
Dołączył(a): 22 gru 2010, 22:12
Lokalizacja: Warszawa

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Tadekmaj » 07 mar 2015, 15:46

Moim zdaniem, to kręcili z samolotu lub śmigłowca, których pełno latało wokół masztu. Robili takie zbliżenia kamery a sprzęt już wtedy mieli całkiem nieżły, przeważnie japoński,bo dewiz nie żałowano na propagandę, że telewidz lub widz w kinie, miał wrażenie, jakby operator kamery był wewnątrz masztu. :roll:
Tadekmaj
Ekspert
 
Posty: 481
Dołączył(a): 13 mar 2010, 23:39
Lokalizacja: Warszawa

Re: Moja rozmowa z mieszkańcem okolic Konstantynowa...

Postprzez Łukasz-O » 07 mar 2015, 17:13

Tadekmaj napisał(a):Moim zdaniem, to kręcili z samolotu lub śmigłowca, których pełno latało wokół masztu. Robili takie zbliżenia kamery a sprzęt już wtedy mieli całkiem nieżły, przeważnie japoński,bo dewiz nie żałowano na propagandę, że telewidz lub widz w kinie, miał wrażenie, jakby operator kamery był wewnątrz masztu. :roll:


No bez przesady ;) Aż tak technika nie poszła do przodu aby nie odróżnić zdjęć wykonanych ze trzęsącego się śmigłowca z tymi na pomostach masztu. Dziś pewnie użyliby drona ale nadal pozostaje kwestia pana lub pani stojącej z mikrofonem przed obiektywem.


Kadry z masztu:
W górę.jpg
W górę 3.jpg
W górę 2.jpg



Nadal uważasz, że kadry pochodzą z kamery umieszczonej w śmigłowcu?
Łukasz-O
Ekspert
 
Posty: 1635
Dołączył(a): 22 gru 2010, 22:12
Lokalizacja: Warszawa

Następna strona

Powrót do Off topic

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron